Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Zerang. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Zerang. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 czerwca 2013

Kent Kessler - Bull Fiddle (diapazon.pl)

Przyznam, że o ile uwielbiam niewielkie jazzowe składy, tak nagrania solowe, szczególnie te, które nagrane są przez instrumenty niekojarzone z solowym głosem w muzyce, nieczęsto mnie bawią.

Solowy album Kenta Kesslera kupiłem przy okazji koncertów The Vandermark 5 w Krakowie. I nie żałuję! O tym, że Kessler jest wspaniałym basistą miałem okazję wielokrotnie się przekonać. Kiedy po którymś koncercie z maratonu Vandermarka puściłem w nocy tę płytę, zawładnęła mną całkowicie. Była jedną z nielicznych, których byłem w stanie w tamtych dniach słuchać. Dlaczego? Zanim jeszcze padnie odpowiedź na to pytanie, spieszę donieść, że słowo "solowa" w odniesieniu do tej płyty jest pewnym nadużyciem. Jest niemal solowa. W trzech utworach gości współpracownik Kesslera z innych projektów - perkusista Michael Zerang grający tu na dumbeku.

A teraz pora udzielić odpowiedzi, która jest prosta jak tylko może być. Wbrew bowiem wprowadzającym niepokój elementom, tak w grze samego Kesslera, jak i Zeranga, płyta jest oazą wciąż "awangardowego" spokoju. Nikomu jej jednak nie polecam i nikomu nie bronię jej zakupić. Ma swój świat dźwięków, utworów, szkiców, utworów, jakby wyjętych spośród koncertów The Vandermark 5. Taki pomysł może się spodobać lub nie. Mnie podoba się, choć nie bardzo potrafię powiedzieć dlaczego. Ot, po prostu, gra kontrabasista, a każdy z zagranych dźwięków, wpada w moje uszy łagodnie je głaszcząc. Nie wywołuje żadnych innych skojarzeń, żadnych wizji. Muzyka taka, jaka jest - abstrakcyjna. To co w niej najcenniejsze, przynajmniej dla mnie, to że muzyka ta nie jest kolejną pozycją wybitnego instrumentalisty, nagraną dla innych muzyków grających na tym samym instrumencie. Może zafascynować każdego. Ja przy niej po prostu odpoczywam. Od wszystkiego.

Kent Kessler - Bull Fiddle, OkkaDisk, OD12038, 2003 ; recenzja ukazała się pierwotnie w Diapazon.pl dnia 25.04.2004 r.

sobota, 3 listopada 2012

KJJ' 2012: The Damage Is Done

Przerwy dobrze robią. Zwłaszcza gdy się zderzają dwa światy. I choć ich łącznikiem była osoba Petera Brotzmanna, to jednak KonstruKt i The Damage Is Done są dwoma uniwersami.
Kwartet Joe McPhee, Petera Brötzmanna, Kenta Kesslera i Michaela Zeranga to byt skonstruowany świadomością i ukształtowaniem tych czworga. Historia muzyki w przypadku dwu i lata na scenie, które umożliwiły wypracowanie swej drogi w przypadku dwu pozostałych. Muzyka tworzy się gdzieś u styku czterech indywidualności. Nie każda „supergrupa” w muzyce się sprawdziła, jednakże w ich przypadku otrzymujemy najpiękniejsze co można otrzymać. Spełnienie.
Oczywiście jest to muzyka wynikająca z inspiracji i doświadczeń wszystkich muzyków składających się na kwartet. W gruncie rzeczy, można stwierdzić, że każdy z nich prezentuje jakąś postać muzyki free. Nie oczekujmy zatem, by razem zagrali coś innego. Gdyby tak było, efekt byłby albo dowcipem, albo po prostu nieszczery. Wolę otrzymać samą szczerość. I otrzymuję. Mocne dęciaki wciskające w fotel swą energią. Konkretny bas. I niesamowity świat wyswobodzonej perkusji. Nie powiem, by taki świat mógł być delikatny jak motyl na wiosnę. Niemniej jednak, kwartet brzmi w sposób nadzwyczaj – jak na tę muzykę – delikatny. Nie delikatnością niektórych produkcji ECMu. Tu delikatność jest związana z absolutną otwartością tej muzyki. I choć jest to współczesny freejazz, z elementami muzykę tę strukturyzującymi, to nie ma miejsca na żadne zamknięcie. Genialne współistnienie dwu nestorów free – McPhee i Brötzmanna. Absolutnie doskonała gra Kesslera. I uwodzący świat rytmu Zeranga. Konglomerat, jaki powstaje, jest jednym z najsilniejszych, najintensywniejszych we współczesnym freejazzie doznań emocjonalnych. Cóż z tego, że otrzymujemy muzykę, którą jakby wszyscy znamy. Nikt przecież nie oczekuje od Brotzmanna, by zagrał inaczej jak w ten charakterystyczny dla siebie sposób. Nikt nie wymaga od McPhee, by zagrał inaczej od tego, czego słuchamy już 40 lat. Nikt nawet chyba nie spodziewa się, że w tak otwartej formule, Zerang nagle przesyci swą muzykę czarnym do szpiku groovem. I pozostaje Kessler. To, co się stało z jego muzyką, przez ostatnie blisko 20 lat, przez które go obserwuję, jest niesamowite. Jego obecna gra jest jedną z najbardziej otwartych w świecie free. Generalnie to właśnie sekcja Kessler-Zerang powoduje, że The Damage Is Done brzmi w sposób inny niż wiele kwartetów freejazzowych. Powoduje, że muzyka Brötzmanna i McPhee uzyskuje inny kontekst.
Koniec słów, bo o takiej muzyce się nie pisze. Jej się słucha. I pamięta.

Koncert miał miejsce 31 października 2012 r., Manggha, Kraków w ramach Krakowskiej Jesieni Jazzowej 2012