Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tony Malaby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tony Malaby. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 czerwca 2013

Benjamin Stapp Trio - Ecstasis

Pokolenia nam się zmieniają. Muzyczne również. Na jazzowej scenie pojawiają się coraz częściej muzycy urodzeni w latach 80, czy 90 ubiegłego wieku. Nie inaczej jest z głównym bohaterem tego tekstu, bowiem Benjamin Stapp urodził się w 1982 r. Zdążył już pojeździć po świecie, zdobyć gruntowną wiedzę, pokazać się jako muzyk tu i ówdzie. W roku 2008 wydał swoją debiutancką płytę. W sumie, mając wówczas już 26 lat mógłby wydać już ich kilka. Nie mam zamiaru zastanawiać się dlaczego "Ecstasis" jest dopiero jego debiutem.

Benjamin Stapp dzieli swój czas muzyka pomiędzy grą muzyki klasycznej oraz dźwiękami improwizowanymi. Trio to ta druga sfera jego zainteresowań. Wespół z debiutantem pojawiają się tu już muzycy doskonale znani: Tony Malaby na sopranie i tenorze oraz Satoshi Takeishi grający na instrumentach perkusyjnych. Nie powiedziałem jeszcze na czym gra sam bohater? Na tubie. Skład zatem podobny do przedstawionych choćby przez Sama Riversa Tuba Trio, czy choćby trio Arthura Blythe'a z Bobem Stewartem i Cecilem Brooksem III. Nie jest to zatem, we współczesnym świecie przeróżnych połączeń instrumentalnych coś, co w jakikolwiek sposób by mogło szokować.

Także sama muzyka, gdzieś zakorzeniona jest w przeszłości. Pozostaje świeża, jednakże ilekroć słuchałem tej płyty, miałem wrażenie, że gdzieś siedzi ona w jakichś wartościach, które są mi doskonale znane. Dopiero później, gdy przeczytałem o twórczości Stappa nieco więcej, o jego zainteresowaniach muzycznych, kiedy posłuchałem tych nagrań raz jeszcze uświadomiłem sobie, że jest ona bardzo źródłowa. I nie chodzi mi tu absolutnie o jazz. O to, że Stapp na swojej płycie sięgnął po muzykę nowoorleańską, Kansas, czy nawet bezpośrednie źródła jazzu. Brzmiąc jazzowo, korzenie jej tkwią zdecydowanie dalej. Wystarczy posłuchać gry Takeishi. Partie te równie dobrze mogłyby się znaleźć w jakiś wykonaniach tzw. world music, czy nawet nagrań z muzyką dawną, niekoniecznie z naszego regionu. Podobnie - może już nawet nie partie grane przez Malaby'ego - ale brzmienie tak tenoru, jak i przede wszystkim sopranu, w jakiś sposób przywołuje mi muzykę z czasów, kiedy jeszcze nikt nie myślał o tym, że niejaki Adolphe Sax wymyśli najpopularniejszy ze swoich instrumentów.

Z tego typu korzeniami, przy jednoczesnym żywiołowym, jak na tubę, sposobie gry Stappa, muzyka brzmi bardzo przyjaźnie. Mnóstwo tu melodii, rytmu - tych elementów, na których chętnie skupiamy swoją uwagę przy zapoznawaniu się z jakąś nieznaną nam jeszcze twórczością. Na płycie jest jednak również sporo tego, za co fani jazzu cenią tę muzykę najbardziej: ciekawe improwizacje, istnienie nieszablonowych rozwiązań czy to rytmicznych, harmonicznych, czy melodycznych.

Dla mnie, najważniejszą lekcją tych nagrań, pozostaje odkrycie jeszcze jednego, ciekawego tubisty, stąpającego po rejonach muzyki, którą lubię. Trzeba się będzie mu przyglądać.

Benjamin Stapp Trio - Ecstasis, UQBAR, 2008

niedziela, 11 listopada 2012

Pandelis Karayorgis / Mat Maneri Quintet - Disambiguation (diapazon.pl)

Twórczość Mata Maneriego jakoś nie bardzo w Polsce się przyjmuje. Szkoda, bowiem to jeden z najciekawszych współczesnych skrzypków jazzowych, mający swoje własne brzmienie, sposób improwizowania - po prostu swój własny język. To bardzo wiele, bowiem w jazzie elementy te tworzą muzyka z krwi i kości.

Tym razem jest współliderem kwintetu prowadzonego wraz z Pandelisem Karayorgisem. To bodaj najmniej znany zresztą członek tego zespołu, albowiem postaci Michaela Formanka nikomu nie trzeba przybliżać, a i Tony Malaby staje się nieco bardziej popularny. Dopełniający kwintetu Randy Peterson to także znany i ceniony muzyk. Maneriego z Karayorgisem łączy współpraca na kilku już płytach.

Przybliżając postać tego pianisty nie sposób też pominąć jego współpracy z popularnym w Polsce Kenem Vandermarkiem. Mniejsza jednak o "rodzinne" koneksje. Dla mnie ważniejsze jest to co jest grane. A grane jest rewelacyjnie!

Płyta prezentuje pięć interesujących kompozycji Karayorgisa w doskonałej interpretacji kwintetu. Trudno zresztą mówić, że muzyka ta jest zawsze interpretowana przez kwintet. Sporo tu gry solowej, bez towarzyszenia żadnych innych instrumentów. Często zatem słyszymy skrzypce solo, są miejsca, w których słyszalny jest jedynie kontrabas itd. Gdzieniegdzie odzywają się jedynie dwaj, czy trzej spośród wszystkich muzyków. Wydaje mi się, że najmniej widoczny jest... pianista, czyli współlider i dostarczyciel całego materiału - Karayorgis.

Przez taką formę, muzyka nie daje możliwości znużenia choćby przez chwilę. Wciąż zaskakuje zmianą instrumentacji, co czyni ją zbliżoną do koncepcji tzw. muzyki poważnej. Mimo tego, że wszyscy muzycy są doskonali, chciałbym uwagę zwrócić na trzech spośród nich. Po pierwsze jakby nieco ostatnio mniej aktywny Michael Formanek. Ten spadkobierca Mingusa może się podobać. Inteligentne sola, ciekawy podkład w akompaniamencie. I piękne, należałoby rzec rasowe brzmienie kontrabasu. Po drugie Tony Malaby. Od pewnego czasu przyglądam się temu muzykowi. Zastąpił Stana Stricklanda w kwartecie Ehrlicha, pojawił się w zespołach Formanka, Heliasa, Schullera czy Varnera, zdążył nagrać własne płyty. Zawsze interesujący, jednak nigdy do końca mnie nie przekonał swoją muzyką (może za wyjątkiem autorskiej "Sabino"). Tutaj przekonuje i każe przeanalizować poprzednie swoje dokonania. Gra tak, że trudno sobie w tym miejscu byłoby wyobrazić innego muzyka - a to duży komplement. Jego gra stała się także swobodniejsza niż dotychczas, co doskonale się sprawdza w tej muzyce. I po trzecie Mat Maneri. Nie skomponował tu żadnego utworu - jednak piętno jego gry na skrzypcach jest wyciśnięte w każdym miejscu, gdzie się one odzywają. To on nadał tej muzyce ostateczny brzmieniowy szlif, udawadniając po raz nie wiem już który, że jest bodaj najciekawszym współczesnym skrzypkiem (także altowiolistą) młodszego pokolenia.

Pandelis Karayorgis / Mat Maneri Quintet - Disambiguation, Leo Records, LR 334, 2002, recenzja ukazała się pierwotnie w diapazon.pl dnia 25.02.2003 r.