sobota, 1 maja 2010

The Thing + Ken Vandermark - Hideout

Gdybym chciał zamówić dla siebie muzykę, pewnie zwróciłbym się do The Thing. Nie to, że uważam, że w pozostałej muzyce nie mam czego szukać. Jednak, jeślibym zamówić chciał, to prawdopodobnie potrzebowałbym jakiegoś zewnętrznego kopa. W przypadku skandynawskiego tria mam to wpisane w ich nazwę.

Od jakiegoś czasu, czasami, trio występuje z udziałem Kena Vandermarka. Kiedyś już zdarzyło mi się opisywać ich koncert i doszukiwałem się w roli Kena jakiegoś elementu porządkującego dotychczas rozbuchaną do granic jazdę Skandynawów (zob.: http://diapazon.pl/PelnaWiadomosc.php?bn=Artykuly&Id=707 ).

Kiedy słucham tych zaledwie 37 minut muzyki z Chicago z kwietnia 2007, wydaje mi się, że nie do końca można się upierać przy tamtej tezie. The Thing zawsze gra energetycznie, tu nie ma czasu i miejsca na lekkie dźwięki. To buldożer, który ma zamiar przewartościować estetykę naszych zmysłów. Dodatkowo Ken? Cóż, wpisuje się w te dźwięki idealnie. Wszyscy panowie znają się z różnych składów jak łyse konie, wobec powyższego z niebywałą łatwością przychodzi im grać wcale niełatwe przecież 37 minut kompletnego free.

Faktem jednak jest, że mając w pamięci krakowski koncert The Thing (zob.: http://diapazon.pl/PelnaWiadomosc.php?bn=Artykuly&Id=547 ) udział Vandermarka powoduje większe uporządkowanie tej muzyki. Być może to po prostu udział czwartego muzyka, z którym należy się liczyć. Faktem, że nie jest to już tak hardcore'owa odsłona The Thing.

Niemniej jednak kawał dobrego, soczystego free, gdzie wszyscy muzycy doskonale się porozumiewają. Mocna sekcja, mocne, męskie (zawsze będę mówił, że istnieje męska odmiana jazzu ;) ) zagrywki obu saksofonistów. Pokręcone linie, oparte jednak na pewnej strukturze. Barwne, ale przede wszystkim mocne.

No i stwierdzić by należało "rewelacja". Mam jednak jedno zastrzeżenie do Małegomiasta - ta płyta jest zdecydowanie zbyt krótka.

The Thing + Ken Vandermark - Hideout (Smalltown Superjazz 2007 STSJ105CD

Prześlij komentarz