Jazz we wszystkich odmianach, głównie jednak free i awangarda. W niewielkim stopniu o innych gatunkach muzycznych.
wtorek, 21 kwietnia 2015
Jah Wobble & Evan Parker - Passage To Hades (diapazon.pl)
Muzyka to wprawdzie odległa od tego, z czym - przynajmniej mnie - kojarzy się angielski saksofonista, jednak na swój sposób wciągająca i piękna. No, może za dużo powiedziane "piękna".
I jakkolwiek w warstwie "dętej" Parker pozostaje Parkerem, a jego improwizacje tu zawarte z powodzeniem mogłyby stanowić część innej jego płyty, to jednak pierwsze wrażenie, jakie się narzuca podczas jej słuchania, to dubowo-transowy rytm tworzony przez Wobble'a wraz z Markiem Sandersem. Kiedy jednak pominiemy owe narzucające się rozwiązania rytmiczne, zaczniemy słuchać interakcji zachodzących między Parkerem i Clive Bellem, wówczas uwagę zwróci, że... no właśnie, że free przybierać może każdą formułę. Nawet dubową, rockową, czy jaką chcecie, lub nie, znaleźć na to etykietkę. Faktem jest, że owe "wolne" linie rozgrywane są w warstwie instrumentów dętych.
Wydaje mi się również, że muzyka grana przez obu reedmenów jest w dużej mierze zdeterminowana rytmem i nadaną przezeń formułą. Wiele tu elementów ciekawych, jak np. dialogi pomiędzy grającym na tenorze Parkerem, a Bellem grającym na dudach w utworze tytułowym. Wiele jest jednak - jeśli nie cała - muzyki, która przy dłuższym słuchaniu może po prostu nudzić swoją rytmiczną nachalnością.
Ja już tę płytę mam, teraz zatem ryzyko jej zakupu jest po Waszej stronie.
Jah Wobble & Evan Parker - Passage To Hades, 30 Hertz Records, 30HZCD14, 2001 r.
Recenzja ukazała się po raz pierwszy w diapazon.pl, 1.05.2004 r.
czwartek, 30 grudnia 2010
Dave Liebman - Evan Parker - Tony Bianco - Relevance
Przedziwne to spotkanie. Dave Liebman nagrał niezliczoną ilość płyt. Zwykle kojarzy mi się jednak bądź to ze współczesnym mainstreamem, bądź z muzyką będącą swoistym rozwojem koncepcji wyniesionych jeszcze ze współpracy z Davisem. Fakt, od czasu do czasu pojawiał się jakiś pomysł na muzykę swobodniejszą, jednakże zwykle również dość mocno zakorzenioną w tradycji free jazzu.
Evan Parker, jest tuzem europejskiego free. Chyba nie tylko free jazzu, bo temu, co często prezentuje bliżej chyba do free improv niż do jazzu. Również nagrał płyt co niemiara. Niemal wszystkie bezkompromisowe i wymagające dość szeroko otwartych uszu by ich słuchać.
Co może połączyć tych dwu zacnych Panów? Nie wiem, na pewno jednak połączył wspólny występ jaki miał miejsce z końcem stycznia 2008 r. w Londynie. Jego zapis ukazał się właśnie nakładem kanadyjskiego Red Toucana.
Obu saksofonistom towarzyszył amerykański perkusista, przebywający na stałe w Europie - Tony Bianco, nota bene sprawca spotkania, na które Liebman czekał ponoć lata. Tyle tytułem wstępu.
Gdybym posłuchał tej płyty nie wiedząc kto tu gra, być może postawiłbym tezę, że jednym z muzyków jest Evan Parker. Z pozostałymi miałbym nie lada trudność. Dave Liebman byłby chyba ostatnią postacią, która mogłaby mi przyjść do głowy. Składający się z czterech części w całości wyimprowizowany koncert stanowi przykład free jazzu sięgającego tradycji późnego Coltrane'a, szczególnie tego z okresu duetów z Rashidem Ali.
Wiem, że płyta uzyskuje bardzo dobre oceny. Na pewno nie jest zła. Trudno mi jednak by było stwierdzić, że jest to jakieś absolutne wydarzenie muzyczne. Fakt, spotkali się tutaj po raz pierwszy i jedyny dwaj wspaniali saksofoniści. Fakt, porozumienie między nimi, a także z perkusistą jest świetne. Fakt, że muzyka może się podobać. Jest tu sporo dokładnie tego, co fani free jazzu lubią najbardziej. Świetne, potoczyste improwizacje pozbawione jakichś wyrazistych zakotwiczeń. Swoboda, bezkompromisowość. Trudno mi jednak byłoby stwierdzić, że spotkanie tych trzech muzyków jest czymś odkrywczym, że wnosi do muzyki jakąś wartość wcześniej nie znaną. Trudno też mi stwierdzić, że muzyka ta stanowi jakiś ważny krok na drodze rozwoju free. Chyba dawno jednak tego już nie oczekuję. Mamy tu natomiast na pewno rzetelne, free jazzowe granie, mieszczące się ogólnie w coltrane'owskiej tradycji free. I nie tylko chodzi mi tu o saksofonistów, ale również o Bianco, który sięga po Aliego. Samo w sobie - świetne. Ciekawe przez wzgląd na spotkanie Liebmana i Parkera. Ciekawe, bo muzyka mimo wszystko, po tylu już latach grania w tej konwencji, przemawia w dalszym ciągu. Sądzę jednak, że jest to typowe nagranie dla entuzjastów free jazzu, do których i ja się zaliczam.
W każdym bądź razie - słuchać głośno. Bezkompromisowa muzyka wymaga bezkompromisowości.
Dave Liebman - Evan Parker - Tony Bianco - Revelance (Red Toucan RT 9338), 2010
=-=-=-=-=
Powered by Blogilo
niedziela, 26 września 2010
Alexander von Schlippenbach - Pakistani Pomade
Kiedy w roku 1972 pojawiała się płyta "Pakistani Pomade", Alexander von Schlippenbach Trio było niemal bliźniaczym zespołem do Cecil Taylor Trio. W jednym i drugim zespole skład był niemal identyczny. Za Wielką Wodą za fortepianem zasiadał Cecil Taylor, po tej stronie Alexander von Schlippenbach. Tam perkusję obsługiwał Andrew Cyrille, bądź Sunny Murray, tutaj Paul Lovens. Lekka różnica była jeśli chodzi o dęciaki. W Ameryce John Lyons królował za saksofonem altowym, w Europie, Brytyjczyk Evan Parker obsługiwał saksofony sopranowy i tenorowy. Reszta niemal bliźniaczo podobna. Włącznie z koncepcją muzyki, której podstawowym celem - przynajmniej z mojego obecnego punktu widzenia - było wyzwolenie muzyki jazzowej z wszelkich okowów, historycznie narosłych jej przez lata. Mimo wszystko jednak oba zespoły dzieli w pewien sposób świat dźwięków.
Porównań nie będzie. Przynajmniej teraz.
Pakistani Pomade jest przykładem europejskiej szkoły free jazzu początkowego okresu jej tworzenia się. W roku 1972 byliśmy już po hardcorowo intensywnym Machine Gun, byliśmy już po orkiestrowych próbach Globe Unity Orchestra i po wielu innych jeszcze zdażeniach muzycznych, jakie rozegrały się w Europie w drugiej połowie lat 60 ubiegłego wieku.
Muzyka tria von Schlippenbacha była europejska. Myślę, że nawet w większym stopniu tkwiła w kilkusetletniej tradycji muzyki europejskiej, z całym jej "klasycznym" dorobkiem, niż w muzyce wywodzącej się z jazzowego, zatem u swego źródła - po prostu ludycznego pnia. Mimo absolutnego równouprawnienia wszystkich muzyków, mimo kompletnej swobody rytmicznej i melodycznej jej porządkowanie następowało według zasad wywodzących się z tradycji muzyki starego kontynentu. Gdyby nie to, że von Schlippenbach był traktowany jako muzyk jazzowy, to ze spokojem moglibyśmy go wówczas zaliczyć do awangardy tzw. "muzyki współczesnej" i znalazłby miejsce pośród innych jej ówczesnych tuzów, jak choćby Lutosławski, czy Penderecki, by ograniczyć się wyłącznie do polskiego podwórka. Pomimo otwartości i swobody, ta muzyka była dyscyplinowana na europejski, "kompozycyjny" sposób.
Gdzieś z końcem lat 70 ubiegłego wieku przeżyła kryzys. Podobnie jak zresztą cały ówczesny jazz. W miejsce komplementów krytyki wdarły się (nie chodzi mi o von Schlippenbacha, lecz w ogóle ocenę europejskiego free) całkiem nawet niewybredne ataki na tego typu podejście do materii muzycznej. I wydaje się, że dopiero wraz ze wznowieniami jej na CD, popularyzacji jej w USA poprzez choćby udział na tamtym rynku Petera Brötzmanna, czy serię Unheard Music Series Atavistika stała się ona ponownie - jeśli nie popularna - to na pewno intrygująca.
I w zasadzie należałoby się zastanowić bardziej nie tyle co zawiera Pakistani Pomade, ale czy i jaki wpływ na współczesny jazz, ów europejski pień free ma obecnie. Pozwolę sobie w tym miejscu postawić jedynie tezę, że wpływ ten jest słyszalny i rozwinąć ją innym razem. Ten tekst jest już bowiem i tak wystarczająco długi.
Alexander von Schlippenbach - Pakistani Pomade - FMP 0110, wznowienie - Atavistic/Unheard Music Series UMS240CD /nagranie UMS zawiera dodatkowe 4 utwory z sesji, których nie ma na oryginalnym LP/