„Beyond the Blue Horizon”, „Poinciana”, „You Better Go Now”, „By Myself”, „Speak Low”, „Stormy Weather” i „When the Sun Comes Out”. Znacie? To posłuchajcie „Standards Deviations” kwartetu Paula Smokera, by się za chwilę wyprzeć swego znawstwa. To bodaj jedna z najbardziej „zdradzieckich” płyt. Ktoś wiedziony tylko tytułami swoich ulubionych utworów, chcąc jedynie znaleźć inne, czy też kolejne ich wykonania może nieźle się zdziwić po włączeniu odtwarzacza.
Trudno nawet powiedzieć, że wymienione standardy posłużyły czwórce artystów jako podstawa do ich improwizacji. Te utwory zostały kompletnie przenicowane. Tak do szpiku kości, czy raczej nut, tonacji, harmonii i rytmu. Trudno nawet powiedzieć, że kluczem są tytułowe dewiacje, albowiem propozycja Paul Smoker Quartet daleko wykracza poza ramy "standardowych odchyleń". Te, z którymi mamy tu do czynienia daleko odbiegają od tego, co można byłoby za takie uznać.
Dekonstrukcja standardów przeprowadzona w sposób praktycznie uniemożliwiający, a przynajmniej znacznie utrudniający rozpoznanie tych, charakterystycznych i znanych chyba każdemu miłośnikowi jazzu utworów.
Na pewno nie jest to muzyka, w której rozkoszować się mogą ich smakosze znający je z wykonań klasyków jazzu. To uczta natomiast dla tych, którzy szukają nowego spojrzenia. Na standardy, czy muzykę w ogólności. To do nich chyba, są kierowane te nagrania przede wszystkim. Standardy-nie-standardy, które umożliwiają szersze spojrzenie na klasykę jazzu. Nie trzeba dodawać, że przynajmniej trzech spośród muzyków tworzących kwartet to mistrzowie swych instrumentów. Czwarty – gitarzysta – jest mi najmniej znany, by nie rzec wcale. Sprawdza się w tej formule jednak doskonale.
Paul Smoker Quartet - Standard Deviations, CIMP #186, 1999
Jazz we wszystkich odmianach, głównie jednak free i awangarda. W niewielkim stopniu o innych gatunkach muzycznych.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul Smoker. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul Smoker. Pokaż wszystkie posty
środa, 28 listopada 2012
sobota, 10 listopada 2012
Lou Grassi's PoBand/John Tchicai - ComPOsed (diapazon.pl)
Chyba nie od parady byłoby nazwanie PoBandu prowadzonego od kilku lat przez perkusistę Lou Grassiego supergrupą awangardowego jazzu.
Tyle, że tego typu sformułowania w odniesieniu do zespołów jazzowych się jakoś nie przyjęły. A po drugie, aczkolwiek muzycy wchodzący w skład tej komandy są wyśmienici i wybitni, nigdy chyba jakoś nie odgrywali pierwszych skrzypiec w jazzowym czy awangardowym muzycznym światku. Na pewno natomiast mają wielkie poważanie u innych, często młodszych adeptów tej sztuki. Bo, czyż doprawdy wielu jest fanów jazzu, którym nie tylko nie obce są nazwiska takich muzyków jak Perry Robinson, Art Baron, czy Paul Smoker, Herb Robertson, Steve Swell, ale przede wszystkim ich muzyka. Już prędzej nieobcy będzie Wilber Morris i gość w recenzowanym nagraniu John Tchicai, szczególnie sympatykom free, nieco starszego pokolenia.
PoBand zresztą to dość szczególny band, o niezbyt stałym składzie, jednak funkcjonujący na jazzowej scenie ładnych już kilka lat. Tradycją się też stało, że Grassi zaprasza do udziału w nagraniach specjalnych gości. W nagraniu o wiele mówiącym tytule "ComPOsed" jest nim nieco chyba już zapominany muzyk, w którym środowisko freejazzowe pokładało niegdyś duże nadzieje. Tymczasem osiedliwszy się w Danii, artysta ten jakby został nieco zapomniany. Ale może się mylę. Tak czy inaczej zapamiętał go Grassi i nagrał płytę w sekstecie. Ilekroć słucham tej muzyki, mam wrażenie, że tak grałby Hot Five czy Hot Seven Armstronga, gdyby temu Wielkiemu Muzykowi przyszło żyć w naszych czasach i zechciał zagrać free. Szczególnie, gdy słucham pierwszego utworu "Daddy No Mana". Ale i później, gdy pojawiają się niekiedy marszowe tempa, niemal widzę, jak uśmiecha się do nas Satchmo - freejazzowiec.
Tak naprawdę, muzyka tu zawarta nie wychodzi poza schemat tego, co zwykło się niekiedy określać new free, czy new free jazz. Podobnych nagrań, realizowanych przez wytwórnię CIMP jest także wiele. Niemniej jednak, słuchanie właśnie tej płyty przynosi mi niekłamaną przyjemność. Fajnie rozwijane improwizacje, ciekawa interakcja pomiędzy muzykami. To może się podobać. O kompozycjach, mimo tytułu nie mówię nic. Niewiele w nich tego, co zwykło się wiązać z typowym pojęciem o kompozycjach. Niewiele tu miejsc, w których pojawiają się tematy w tradycyjnym ujęciu. Trudno też w tej muzyce doszukać się czegoś, co nazwać by można melodią, czy prędzej melodyjnością. Niemniej jednak, dla freejazzowych uszu, ta muzyka niesie właśnie wiele owych melodii, melodyjek całkiem sporą ilość. Podobać się mogą także poszczególni muzycy i ich wkład w powstanie tej płyty. W sumie - ciekawa rzecz.
Lou Grassi's PoBand/John Tchicai - ComPOsed, CIMP, #262, 2002, recenzja ukazała się pierwotnie w diapazon.pl dnia 17.05.2004 r.
Tyle, że tego typu sformułowania w odniesieniu do zespołów jazzowych się jakoś nie przyjęły. A po drugie, aczkolwiek muzycy wchodzący w skład tej komandy są wyśmienici i wybitni, nigdy chyba jakoś nie odgrywali pierwszych skrzypiec w jazzowym czy awangardowym muzycznym światku. Na pewno natomiast mają wielkie poważanie u innych, często młodszych adeptów tej sztuki. Bo, czyż doprawdy wielu jest fanów jazzu, którym nie tylko nie obce są nazwiska takich muzyków jak Perry Robinson, Art Baron, czy Paul Smoker, Herb Robertson, Steve Swell, ale przede wszystkim ich muzyka. Już prędzej nieobcy będzie Wilber Morris i gość w recenzowanym nagraniu John Tchicai, szczególnie sympatykom free, nieco starszego pokolenia.
PoBand zresztą to dość szczególny band, o niezbyt stałym składzie, jednak funkcjonujący na jazzowej scenie ładnych już kilka lat. Tradycją się też stało, że Grassi zaprasza do udziału w nagraniach specjalnych gości. W nagraniu o wiele mówiącym tytule "ComPOsed" jest nim nieco chyba już zapominany muzyk, w którym środowisko freejazzowe pokładało niegdyś duże nadzieje. Tymczasem osiedliwszy się w Danii, artysta ten jakby został nieco zapomniany. Ale może się mylę. Tak czy inaczej zapamiętał go Grassi i nagrał płytę w sekstecie. Ilekroć słucham tej muzyki, mam wrażenie, że tak grałby Hot Five czy Hot Seven Armstronga, gdyby temu Wielkiemu Muzykowi przyszło żyć w naszych czasach i zechciał zagrać free. Szczególnie, gdy słucham pierwszego utworu "Daddy No Mana". Ale i później, gdy pojawiają się niekiedy marszowe tempa, niemal widzę, jak uśmiecha się do nas Satchmo - freejazzowiec.
Tak naprawdę, muzyka tu zawarta nie wychodzi poza schemat tego, co zwykło się niekiedy określać new free, czy new free jazz. Podobnych nagrań, realizowanych przez wytwórnię CIMP jest także wiele. Niemniej jednak, słuchanie właśnie tej płyty przynosi mi niekłamaną przyjemność. Fajnie rozwijane improwizacje, ciekawa interakcja pomiędzy muzykami. To może się podobać. O kompozycjach, mimo tytułu nie mówię nic. Niewiele w nich tego, co zwykło się wiązać z typowym pojęciem o kompozycjach. Niewiele tu miejsc, w których pojawiają się tematy w tradycyjnym ujęciu. Trudno też w tej muzyce doszukać się czegoś, co nazwać by można melodią, czy prędzej melodyjnością. Niemniej jednak, dla freejazzowych uszu, ta muzyka niesie właśnie wiele owych melodii, melodyjek całkiem sporą ilość. Podobać się mogą także poszczególni muzycy i ich wkład w powstanie tej płyty. W sumie - ciekawa rzecz.
Lou Grassi's PoBand/John Tchicai - ComPOsed, CIMP, #262, 2002, recenzja ukazała się pierwotnie w diapazon.pl dnia 17.05.2004 r.
Etykiety:
Art Baron,
John Tchicai,
Lou Grassi,
Paul Smoker,
Perry Robinson,
Wilber Morris
Subskrybuj:
Posty (Atom)