piątek, 23 listopada 2007

Nowe Pink Freud

Jeszcze nie tak dawno, w Polsce było kilka zespołów próbujących grać bardziej nowoczesne odmiany jazzu. Wszystkie te nu jazzy itp. Generalnie groove uber alles. Ceniłem Robotobiboka, który gdzieś mi zginął niestety, a szkoda, bo to bardzo ciekawy projekt był. Na placu boju, nie licząc Tymona i Graala, pozostał Pink Freud.
Mam zatem przyjemność jeszcze przed premierą anonsować nową ich płytę w nieco większym składzie. Do kwartetu dołączył bowiem Marcin Masecki, tym razem grający na Hammondzie. Muzyka - w moim przekonaniu - zyskała.
Płyta będąca - współprodukcją Alchemii i Universal Music Polska - jeśli me przeszpiegi mnie nie mylą, ma się ukazać w przyszłym tygodniu. Mi udało się jej posłuchać i nawet napisać coś na jej temat jeszcze przed wydaniem.
Sympatyków MMW, nu jazzu i wszystkich młodych adeptów jazzu, zachęcam do jej poznania. Naprawdę gorąco. Przy okazji, sympatycy Unity Larry Younga też znajdą tu miłe ich uszom dźwięki.

A ja powracam do fenomenalnego duetu Freda Andersona z Harrisonem Bankheadem, o której wspominałem wczoraj. Słyszałem Andersona w zeszłym roku na żywo i był to jeden z tych koncertów, których się nie zapomina. Z różnych względów nic nie napisałem o nim, podobnie jak i o następującym w dniu następnym koncercie składu Carter/Drake/Mateen/Parker. Oba koncerty z Fabryki Trzciny, to jedne z najmilej wspominanych przeze mnie koncertów ostatnich lat. A 70 letni Fred Anderson, był po prostu rewelacyjny. 40 minutowy pierwszy utwór, którego mógłbym słuchać i słuchać... Cudne, pełne, świadome granie, jakie ubóstwiam.
Szkoda, że Poznań jest miastem, które najdalej od Krakowa leży, bo nawet przez Berlin tam daleko, bo na pewno byłbym na tegorocznym jego koncercie w Poznaniu. Mam nadzieję tylko, że uda mi się go posłuchać choć raz jeszcze.
Prześlij komentarz