czwartek, 6 czerwca 2013

Carter / Blumenkrantz / Zubek - Chinatown (diapazon.pl)

Takiej muzyki dla polskiej firmy chyba jeszcze nikt nie nagrał (choć zastrzegam się, że niestety nie znam jeszcze nagrań Musiki Genery).

Trzech instrumentalistów - dwu powinno być doskonale znanych bywalcom polskich klubów jazzowych, albowiem dwukrotnie już gościliśmy nieistniejący już zespół Satlah. Shanir Ezra Blumenkrantz oraz Kevin Zubek stanowili sekcję rytmiczną tamtego tria.

Kto jednak pamięta jej żywiołowość z koncertów i nagrań Satlaha, będzie nieźle zaskoczony. Muzyka, sposób grania obu instrumentalistów jest kompletnie różny od tego, do czego polska publiczność została przyzwyczajona. Nie ma tu żywiołowości. Nie ma energii w tradycyjnym słowa tego rozumieniu. W zamian dużo gry skupionej na brzmieniu, dźwięku, na przedstawianiu płaszczyzn brzmieniowych stanowiących także tło, na którym rozwija swe improwizacje trzeci z muzyków Chinatown.

Tym trzecim jest legenda amerykańskich loftów - Daniel Carter. I on jednak przedstawia się tutaj w nietypowej dla siebie roli. O ile zwykle pojawiał się na płytach w charakterze saksofonisty, tak tutaj saksofony (alt i tenor) stanowią jedynie 2/5 jego instrumentarium. Oprócz nich sięga również po flet, trąbkę i klarnet.

Również Blumenkrantz jest muzykiem, który przedstawił się w nowym świetle, instrumentalisty grającego na arabskiej lutni - oud. I zacznijmy od tego instrumentu. Trzecim utworem na płycie jest piękny duet Cartera z Blumenkrantzem, w którym ten ostatni gra właśnie na oudzie. Nie zawsze mam wrażenie, że spokój w muzyce może być pięknem. Tym razem nie mam wątpliwości. Zresztą w zasadzie cała płyta jest dość wyciszona. Grana bez wyraźnego timingu, z bardzo "problematycznie" zarysowanym rytmem (mam wrażenie, że to ostatnia rzecz, na której skupiali się muzycy - ta muzyka jest wręcz rytmu pozbawiona), za to bogata w niuanse brzmieniowe. W zasadzie trudno byłoby również jednoznacznie wskazać na tematy tych kompozycji. Rozgrywają się one od jednego motywu do drugiego, a każdy z nich więcej ma ze swobodnej improwizacji niż z jakichś uprzednich ustaleń. Jednocześnie wszyscy muzycy mają dużo miejsca dla zagospodarowania, lub jak chce Frith - zawłaszczenia, przestrzeni dźwiękowej dla siebie. Każdy z muzyków właśnie zawłaszcza ją dla siebie.

Daleki jestem jednak od stwierdzenia, że zawłaszczenie to polega na tym, że każdy z nich zdaje się mówić: "słuchajcie mnie, guzik mnie obchodzi co grają inni". Nie dość, że daleki, to właśnie na tę cechę można byłoby wskazać jako jedną z najważniejszych - tu każdy z muzyków dba o słuchanie pozostałych. Dzięki temu powstała frapująca płyta, która winna być przedmiotem zainteresowań osób lubiących muzykę free.

Daniel Carter / Shanir Ezra Blumenkrantz / Kevin Zubek - Chinatown, Not Two, MW-752-2, 2003; recenzja ukazała się pierwotnie w Diapazon.pl dnia 16.11.2003 r.

Prześlij komentarz