czwartek, 15 listopada 2012

Contemporary Quartet - Plays music of Bacewicz, Kisielewski, Komsta, Lutosławski, Penderecki (diapazon.pl)

Wydarzenie. Zanim jeszcze płyta ta się ukazała, stała się już legendą, wydarzeniem właśnie. Legend się nie recenzuje. One się nie poddają recenzjom. Przeczytajcie zatem jedynie kilka luźnych refleksji, jakie pozostawia we mnie słuchanie tej płyty...

Dlaczego wydarzenie? Bowiem, to pierwsze od trzydziestu lat sięgnięcie po muzykę Krzysztofa Pendereckiego i wykorzystanie jej jako materiału do jazzowego przetwarzania. Płyta, zgodnie z tytułem i wbrew hasłu wiodącemu dwu koncertów, które ją promowały zawiera także utwory innych polskich kompozytorów współczesnych, nie tylko Pendereckiego. Zarówno materiał płytowy, jak i jego koncertowa prezentacja utwierdzają mnie w przekonaniu, że kompozycje współczesnej kameralistyki mogą być wspaniałym tworzywem dla jazzu. Wspaniałym, o ile zostaną właściwie wykorzystane. Choć ta płyta, nie licząc kompozytorów, ma czterech architektów, a koncerty miały nawet pięciu, to głównym sprawcą jawi się Bartek Oleś, który całą muzykę zaaranżował na kwartet jazzowy. Ponadto jest autorem dwu kompozycji (chyba jedynie przez skromność nie został wymieniony na okładce pośród kompozytorów). Niekiedy musiał dopisać nawet trzy dodatkowe głosy, a nawet przetransponować kompozycję, na inne instrumenty, albowiem w oryginalnych wersjach były to utwory solowe. Jego praca zasługuje na najwyższe uznanie.

Zresztą, skoro już jesteśmy przy Bartku Olesiu, to zauważyć należy, że to trzecia płyta wydana w tym roku, z kreatywnym udziałem tej rodzinnej sekcji rytmicznej. Przy czym wszystkie te trzy płyty należą do zupełnie różnych stylistyk (jazzowa "Back Point" z Custom Trio, "minimal-jazzowa" "Mikro Muzik" z Mikołajem Trzaską, no i "Penderecki... jazz" właśnie), a każda z nich jest naprawdę dużym osiągnięciem.

Zwykle, przy takich "interdyscyplinarnych" przedsięwzięciach muzycznych, mam wątpliwości, czy tego typu muzyka się obroni. Czy stworzy spójne dzieło, czy też któryś z pierwiastków składających się na nią będzie przeważał, co w konsekwencji doprowadzi z czasem do zapomnienia takiej muzyki, bowiem prędzej czy później zaklasyfikuje się ją do akademickich przejawów łączenia muzyki poważnej (współczesnej) z jazzem. Wiele przecież trzecionurtowych przedsięwzięć, które funkcjonują na rynku muzycznym od lat 50., odeszły w niepamięć, a konglomerat jaki powstał traktować należy obecnie jako ciekawostkę, często jednak, niestety, nieudaną. Brak spójności, homogeniczności projektu po jakimś czasie powoduje, że fani jazzu po wstępnym, być może i zauroczeniu, odłożą płytę na półkę z najrzadziej słuchanymi płytami (fani muzyki poważnej nigdy chyba do końca nie przekonali się do trzecionurtowych pomysłów).

Tym razem homogeniczność projektu jest najwyższej próby. Tu nie istnieje podział na jazz i kameralistykę. To nie ogrywanie klasycznych tematów (jak to czyni np. Loussier) na jazzową nutę. To granie muzyki, która w równym stopniu wyrasta z jazzu, co z muzyki współczesnej. Dla mnie tak właśnie brzmią współczesne dokonania wyrosłe z Trzeciego Nurtu. Tak brzmią, pod warunkiem, że są to przedsięwzięcia udane, a do takich niewątpliwie mogę zaliczyć produkt Contemporary Quartet. I w zasadzie nic dziwnego, główni animatorzy tego sukcesu - bracia Olesiowie, oprócz jazzu wiele słuchają i bardzo dobrze wypowiadają się o kameralistyce współczesnej. "Penderecki... jazz" to zatem ich muzyka, wyrosła z wielbienia przez nich obu nurtów muzycznych, które się na tę propozycję składają.

Wydaje mi się jednak, że nie byłoby to możliwe bez pozostałych muzyków, którym należą się słowa najwyższego uznania. I znów, zarówno w przypadku Rudi Mahalla, jak i Mircei Tiberiana można powiedzieć, że grają swoją muzykę. Wszak Mahall na codzień funkcjonuje pomiędzy sceną jazzową (m.in. doskonały Der Rote Bereich, nagrania z awangardową pianistką Aki Takase), jak i muzyką współczesną. Mircea Tiberian jest z kolei klasycznie wykształconym pianistą, wykładowcą wyższej uczelni, któremu nie obce są także wszelkie zakamarki muzyki współczesnej. W ten sposób powstał zespół "jednego dnia" (a w zasadzie dni trzech), który na pewno zostanie zapamiętany na długo.

I jeszcze jedno. Tym razem już nie o muzyce, a szacie edytorskiej. To jedna z najładniej wydanych polskich (a i światowych prawdopodobnie też) płyt. Wielkie brawa dla Not Two.

Contemporary Quartet - Plays music of Bacewicz, Kisielewski, Komsta, Lutosławski, Penderecki. Not Two, MW 744-2, 2002, recenzja ukazała się pierwotnie w diapazon.pl dnia 8.09.2002 r.
Prześlij komentarz