niedziela, 11 listopada 2012

Peter Kowald - Silence and Flies - Live at Nigglmühle (diapazon.pl)

Free Elephant to nowa wytwórnia na dość zatłoczonym placu zabaw z muzyką improwizowaną. Widocznie Niemcy stwierdzili, że dla prezentowanej przez nich muzyki jest jeszcze miejsce.

Kalkulacja - jak na razie - tym łatwiejsza, że cztery spośród pięciu dotychczas wydanych płyt prezentują materiał nagrany z udziałem bardzo popularnego ostatnio w kręgach sympatyków wszelkiej maści improwizacji - Petera Kowalda (czy doprawdy muzyk musi umrzeć, by jego nagrania uzyskiwały szersze uznanie, a o samej postaci mówiło się częściej?).

Nie inaczej jest z "Silence and Flies - Live at Nigglmühle", nagraniami zarejestrowanymi podczas solowego występu Kowalda w Bernbeuren 29.06.2001 r., a więc na nieco ponad rok przed śmiercią. Powiem szczerze, w zasadzie nigdy nie byłem entuzjastą nagrań solowych realizowanych przez muzyków. Szczególnie, gdy instrument, na którym grają nie jest predystynowanym do tego typu gry. I wprawdzie od kilkudziesięciu lat powstają nagrania na kontrabas solo i pomimo tego, że bywają wcale ciekawe, zwykle do kolejnego "bass solo improvisation" podchodzę nieco jak pies do jeża. Kowald, z całym szacunkiem dla jego solowych dokonań, nie jest tu postacią odosobnioną. Nagranie musi mnie przekonać. Nie mam dla niego żadnej taryfy ulgowej, przez wzgląd, że wielkim basistą był. Tym niemniej słuchając "Silence and Flies" nie mogę nie oddać mu zasłużonego uznania. Trwające blisko siedemdziesiąt minut dwie kompozycje-improwizacje przekonują. Pomimo jednego instrumentalisty, grającego wyłącznie na jednym i niełatwym do solowego grania instrumencie, nie mogę nie pozostawać muzyką tą zaciekawiony. Kontrabas brzmi tu niemal wszelkimi dźwiękami świata. Brzmi etnicznie, brzmi koncertowo, brzmi klasycznie i jazzowo. Szukający jakiejś zwiewnej melodii, basowych pochodów praktycznie tego tu nie znajdą, ale małe prawdopodobieństwo, by po tę płytę sięgnęli. Dla entuzjastów stylistyki free, niezależnie od jej już wyczerpania, czy nie, tych siedemdziesiąt minut muzyki może pozostać niezapomniane.

Na koniec jeszcze jedna uwaga edycyjno-kolekcjonerska. Oprócz zwykłego, plastikowego, wydania, płyta dostępna jest również w pięknie wydanym pudełku zawierającym dodatkowo grafiki innego basisty, a mianowicie Petera Jaquemyna. Dla kolekcjonerów to nie lada gratka, zwłaszcza, że wydano jedynie 50 sztuk tej limitowanej

Peter Kowald - Silence and Flies - Live at Nigglmühle, Free Elephant, 005, 2005, recenzja pierwotnie ukazała się w diapazon.pl dnia 9.04.2005 r.
Prześlij komentarz