czwartek, 8 listopada 2012

Muhal Richard Abrams - One Lines, Two Views (diapazon.pl)

Abrams jest jednym z wielu wybitnych muzyków, którzy w Polsce są prawie w ogóle nieznani. W moim przekonaniu winę za ten stan rzeczy ponoszą luminarze Polskiego Radia, którzy wciąż prezentują tych samych wykonawców i te same utwory.

Abrams nie jest zatem popularny, nie jest nawet znany. Szkoda, bowiem zasługuje na szersze uznanie. Niestety też dosyć utrudniony jest dostęp do jego płyt, a nadto jeszcze brak jest oceny tych płyt, stąd nie wiadomo, które są warte uwagi, a które znacznie gorsze.

Tym razem nie ma wątpliwości - "One Line, Two Views" jest jedną z lepszych w dorobku, tego interesującego muzyka, kompozytora i aranżera. Abrams jest kolorystą. Jest muzykiem mającym własne wyobrażenie o dźwiękach, jakie składają się na idiom jazzu - drogą tą podąża od lat. Muzyka Abramsa jest zatem skrząca się tysiącem braw i odcieni, gdy trzeba - ostra w free jazzowych kotłach, gdy trzeba - łagodna jak twórczość romantyków.

Aby osiągnąć ten cel, na płycie zgromadzeni zostali wybitni instrumentaliści. Na trąbce gra Eddie Allen - mało popularny trębacz, a szkoda. Jego zmysł melodyczny, improwizatorski stoi na najwyższym poziomie, biegłość techniczna jest bez zarzutu, ale to ostatnie to truizm, przy obecnym poziomie muzyków. Saksofon altowy, klarnety obsługuje dosyć znany już chyba Marty Ehrlich, muzyk od lat związany z nowojorską awangardą, kontynuator idei Dolphiego. Do tego jeden z najwybitniejszych obecnie skrzypków jazzowych - Mark Feldman. I znany z kręgów awangardy wibrafonista Bryan Carrott. Dodatkowo jeszcze słyszany ostatnio w kapeli Threadgilla akordeonista Tony Cedras.

To właśnie z połączenia wybitnych kompozycji, oraz umiejętności poszczególnych, wybitnych przecież muzyków, tworzy się ta wysoka jakość. Przepiękne współbrzmienia, z rzadka spotykane w muzyce w ogóle, a w jazzie w szczególności. Bo kiedy ostatnio słyszeliście połączenie wibrafonu i akordeonu? Wibrafonu i skrzypiec? Dwóch klarnetów basowych i kontrabasu? Fortepianu rodem z Chopina i akordeonu? Takie zestawienia kojarzą się raczej z inną, i nie jazzową muzyką, a tu zestaw rodem z innej bajki, a muzyka - dla mnie to jest jazz.

Mam nadzieję, że także inni amatorzy jazzu zapoznają się z tą muzyką i zaakceptują ten rodzaj dźwięków, ten rodzaj ekspresji i niewątpliwego piękna, jakie zawarte jest na tej płycie. Truizmem jest mówienie o kompetencjach wykonawczych, ale podporządkowani reżimowi Abramsa muzycy grają doprawdy wspaniałe dźwięki (ot, choćby sola Allena, Carrotta i Ehrlicha w utworze drugim zwieńczone minimalistycznym solem lidera).

Piękna, barwna (dodajmy jasnymi barwami odmalowana) płyta. Gorąco polecam.

Muhal Richard Abrams - One Lines, Two Views, New World/Counter Currents, 80469-2, 1995, recenzja ukazała się pierwotnie w diapazon.pl dnia 15.02.2002 r.
Prześlij komentarz